09 lutego 2014

Lewis Hine

Lewis Hine - jeden z największych fotografów w historii i chyba najbardziej niedoceniony. Zrobił cudowny projekt fotograficzny w Pittsburghu pół wieku przed W. Eugene Smithem i choć jest to praca zupełnie zapomniana (sam widziałem te zdjęcia tylko w stuletnich książkach) jest równie niesamowita jak "Dreem Street". Zaczynał jako nauczyciel, potem zajął się socjologią i właśnie wtedy zaczął robić zdjęcia. Dostawał zlecenia od różnych instytucji jednak z czasem zlecenia się skończyły, nikt nie był zainteresowany jego starszymi zdjęciami, stracił dom, utrzymywał się z pomocy społecznej, zmarł w 1940 w wieku 66 lat. Historia zapamiętała Hine dzięki takim fotkom:
Power house mechanic working on steam pump, 1920

ale przed pierwszą wojną światową wykonał kilka tysięcy zdjęć dla  National Child Labor Committee. Zdjęcia miały uzmysłowić politykom w Waszyngtonie, że praca dzieci jest problemem w całych Stanach i rząd powinien się tym zająć. Mi najbardziej utkwiły w głowie zdjęcia z przędzalni.
Newberry, S.C., December 1908a
Lincolnton, N.C, November 1908
Augusta, Ga, January 1909
Roanoke, Va, May 1911
Georgia, January 1909
Lancaster, S.C, December 1908
Lancaster, S.C, December 1908
Newberry, S.C., December 1908
Newberry, S.C., December 1908
Tifton, Ga, January 1909

Amerykańskie Archiwum Narodowe opublikowało 500 zdjęć w wysokiej rozdzielczości z tego projektu Lewisa Hine, można je obejrzeć tutaj:
www.flickr.com/photos/usnationalarchives/sets/72157630403221230/

07 grudnia 2013

dwie myśli mi się plączą od wczoraj po głowie

pierwsza: melchior wańkowicz wybrał, którą córkę uratuje, a którą zostawi w okupowanej warszawie. sam w kraju nie przebywając załatwił marcie wyjazd do ameryki, a krystyna została w warszawie i zginęła w czasie powstania.

druga: młody szukalski po śmierci ojca poprosił o wydanie ciała, bo nie stać go było na zakup zwłok, a chciał się uczyć anatomii i tak go sobie kroił po kawałku.

02 grudnia 2013

islandzka policja

http://www.flickr.com/photos/logreglan/8643586704/


Dziś smutny dzień na Islandii. Rano pierwszy raz w historii policjant zastrzelił człowieka. Coś co w innych krajach zdarza się codziennie tutaj nie zdarzyło się nigdy. Islandzcy policjanci nie wożą ze sobą broni mimo, że odsetek ludzi z bronią na Islandii jest większy niż w większości krajów europy (30%). Do przestępców z bronią wzywana jest specjalna jednostka "antyterrorystyczna", jednak nie mają tutaj za wiele do roboty, ostatnią ich spektakularną akcją jaką widziałem było ściąganie protestujących ekologów przykutych do dźwigów na dużej wysokości. Nawet byłem kiedyś w ich "tajnej" siedzibie w Reykjaviku, gdy pracowałem w firmie transportowej. Tajnej w cudzysłowie, bo przecież w tym kraju nie ma tajemnic, to że coś nie ma nad drzwiami żadnej tablicy nie znaczy, że nikt nie wie co się w środku znajduje.

Minąłem teraz po drodze do miasta kilka policyjnych samochodów i jakoś tak smutno, inaczej.

A wiadomości informują, że po strzelaninie wsparcia (psychicznego) musiano udzielić 10 osobom i jednemu kotu, bo to właśnie taki kraj jest.

z facebookowego profilu islandzkiej policji, tłumaczenie:
Otrzymaliśmy ostatnio to wspaniałe zdjęcie z takimi oto podziękowaniami:

"Policjanci patrolujący Hafnarfjörður minęli nasz dom przed którym nasza córeczka bawiła się zabawkowym samochodem policyjnym. Gdy im pomachała, zatrzymali się i znaleźli chwilkę czasu by z nią porozmawiać i pokazać jej swój radiowóz oraz wspólnie zapozować do tego zdjęcia. Chcieliśmy podziękować za poświęcenie jej swojego czasu."
To my dziękujemy